Witajcie w ten okrutnie wietrzny dzień :)
Na początek - opaska, co by mi tu taka jedna koleżanka nie zarzucała, że nie ma nic dla kobiet w sile wieku ;)
I co - może być ?
To fiolecik, który powstał przy okazji, ale jest na taką raczej nastoletnią główkę:
A to już tytułowe krzesełko, które dostałam do przeróbki.
Krzesełko jest dziecięce, solidne i typowe dla minionej epoki, a służyć ma w przedpokoju do zakładania bucików.
O zdjęciu "przed" przypomniało mi się trochę za późno, więc tu już częściowo rozkręcone, ale ogólnie widać, jakie było.
Tak wygląda "po" moich zmaganiach z nim:
Nóżki przemalowałam na biało kilkoma warstwami farby, bo niezwykle oporne były.
Jedna nóżka nie miała oryginalnego ochraniacza, ale wystarczyło pomalować go czarnym markerem olejowym i już się nie odróżnia od reszty.
Oparcie i siedzisko zostawiłam w spokoju, bo nie było sensu obdzierać je do deski.
Tył i dół obkleiłam materiałem wybranym przez klientkę, żeby nie gryzły się z uszytym wierzchnim ubrankiem, które ściągane jest na gumkę.
Dlaczego ?
Ano dlatego, że sama wiem o ile łatwiej jest ściągnąć pokrowiec i wrzucić go do pralki, niż wsadzać całe krzesło do wanny i bawić się szczotką, żeby doprać plamy :/
Jak tak patrzę na to zdjęcie, to przyszło mi do głowy zamalowanie śrub na biało (ale to się jeszcze zastanowię)...
Dla dodania miękkości siedzenie ma wszytą gąbkę, a oparcie grubą warstwę ociepliny.
Widziałam przedpokój, w którym będzie stało krzesełko i uważam, że wybór materiału był niezwykle trafiony ! Zdecydowanie rozjaśni i ożywi wnętrze.
Ponieważ został mi kawałek materiału, to do kompletu doszyłam jeszcze serduszko :)
Właściciele jeszcze nie widzieli przeróbki, ale mam nadzieję, że im się spodoba :)
Acha, znowu zapomniałabym o kolejnym cukierasku - tym razem od niezwykle zdolnej Agnieszki z
Ulotnych Chwil . Widziałyście u niej motto z aniołkiem? Jeżeli nie, to zapraszam tam do pooglądania zarówno aniołka, jak i reszty bloga :)
Dziękuję serdecznie :)
Ja wracam do moich aniołków, a Wam życzę miłego wieczoru :D