Uwielbiam ten dzień ze względu na radość , jaka czerpię z dawania prezentów :D
Ale to pewnie nie tylko ja tak mam.
Jednak patrzenie na wszystkie "ochy", "achy', "mamo, mamo, popatrz dostałam/łem... i patrz jeszcze to... ooo, i to..." zawsze mnie wzrusza. Każdy prezent wywołuje w moich dzieciach okrzyki zachwytu i tony buziaków, a taki trafiony daje mnie samej ogromną satysfakcję, że się udało, że nie będzie zawodu, czy rozczarowania :D
Zaskoczenie męża też było bezcenne! Bo nie ma to, jak mocno spersonalizowany prezent - oczywiście dzięki Arctii :D
W międzyczasie dałam się skusić na wymiankę z Wiewiórą , która poprosiła o fartuszek kuchenny dla swojej pociechy. Miały być zielenie, niebieskości, motylki i kieszonka.
Mam nadzieję, że stanęłam na wysokości zadania ?!
Zielone tło, biało-niebieskie napisy, ozdobna tasiemka i kontrastowy materiał, na którym jest cała masa motylków ;)
Jak jest fartuszek, to do kompletu każda szanująca się kucharka powinna mieć ściereczkę !
Może ją sobie nosić w serduszku, które jest nie tylko ozdobą, ale i kieszonką :)
Muszę przyznać, że ten materiał w motylki szalenie mi się podoba ze względu na kolorki i delikatny wzorek - jest świetny na wstawki i aplikacje, a dodatkowo fajnie się go szyje.
W zamian przyszła do mnie przesyłeczka ...
... a w niej zamówione guziczki (na woreczki dla dzieci) i cała reszta całkowicie nie zamówiona ;)
Przyznaję, że filcowe wytwory Wiewióry niesamowicie mnie urzekły - etui, choineczka...
... i ten aniołek - jest tak śliczny, delikatny i niepowtarzalny, że aż trudno było mi zrobić zdjęcie, które wyrażałoby tą eteryczność !
Dzięki wielkie Wiewióreczko :D
Na koniec jeszcze ciacha / pierniczki zamówione na okołoświąteczną dekorację.
Pierwsze ciacho to był mój wzór, który mi się spodobał...
... ale "klient nasz pan" i ostatecznie stanęło na tildowych grubaskach :)
Pozdrawiam późną porą :)


